Idea
O CMWP
O Internet PR
Partnerzy
Najbliższe spotkanie
Archiwum
Aktualności
Kontakt
|
| Aktualności |
| Zapis debaty z 14 grudnia "Złe dobrego początki" cz. 2 - głosy z sali |
|
2007-02-01
|
Głos: Panie Wojciechu, muszę Panu przerwać, dlatego, że z jednej strony bardzo się cieszę, że Pan tutaj odkrywa te karty, które uważam, że każdy powinien odkryć. Cenię Pana za odwagę cywilną, za to, że Pan tu przyszedł, wiedząc o tym, o czym będzie mowa. To bardzo dobrze o Panu świadczy. Ale z drugiej strony ja chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy, o których Pan mówił, a o których też jakby wspomniał Rafał. Mianowicie, że brak prawdziwej reformy w 1990 roku (w kontekście rozmowy o otwarciu mediów) spowodował fakt, że dziennikarstwo (i tu przejdę tylko jednym zdaniem do obecnego stanu dziennikarstwa) w większości jest bardzo słabe. Powiedziałbym nawet więcej: że chwilami to dziennikarstwo jest… zdegenerowane. Że jest po prostu nieprofesjonalne. Bo ten przypadek, o którym Pan opowiada, to się jakby w głowie nie mieści. Ale ta „Misja Specjalna”, w której byli ci agenci przedstawieni przez Pana jako byli współpracownicy. Oczywiście nie można było puścić tego programu bez dania głosu tym, którzy byli inkryminowani. Moim zdaniem to był skandal. To jest ta szkoła niby nowoczesnego, drapieżnego, odkrywczego, demaskatorskiego dziennikarstwa, która nie dochowuje najbardziej elementarnych zasad. I to jest jednak niestety, moim zdaniem, wpływ tych szesnastu lat tego parcia na to, żeby między innymi reprezentować właściwą linię.
Wojciech Giełżyński: Ja się z Panem nie zgadzam, że prasa upadła. Uważam, że poziom polskiej prasy jest bardzo wysoki. Kilka gazet mamy znakomitych. Ja się wychowałem na przykład na francuskim piśmie „Le Monde”, które było najlepszym pismem na świecie. A teraz ono jest zerem przy „Gazecie Wyborczej” czy „Dzienniku”. Tak, że nie jest tak źle z polską prasą. Wszyscy Francuzi też potwierdzają, że prasa francuska jest w zupełnym upadku, natomiast polska jest na dobrym poziomie. Chociaż pewne rzeczy, oczywiście się z Panem zgadzam, pod pewnymi względami zdumiewają (mówimy teraz o sprawach innych niż przed chwilą mówiłem). Zdumiewające jest, że redakcje się stały zamkniętymi, pilnowanymi przez strażników wyspami, do których się nie można w ogóle dostać, żeby porozmawiać. A dziennikarze zbierają materiał telefonicznie i przez Internet. To jest absurd totalny. W ogóle nie ma rozmów, nie ma tego, co jest podstawą zbierania informacji. Zasada dwóch źródeł. W ogóle o tym nie wiedzą dziennikarze. Więc tu się zgadzam. Natomiast jest generacja młodych dziennikarzy, których ja mam przyjemność wychowywać, uczyć w szkole, którą prowadzę od dwunastu lat. Oni rzeczywiście nie czytają gazet. Przyszli studenci dziennikarstwa nie chcą czytać gazet, bo ich to nudzi. Nie wiedzą, kto to był Homeini, nie wiedzą, kto to jest Fidel Castro, żaden nie wie kto to był Władysław Sikorski. To jest porażające, ale to już jest wina szkoły…
Głos: Ja myślę, że wątek Wojciecha Giełżyńskiego jest znamienny. Jeśli Wojciech Giełżyński miał takie doświadczenia z SB, znał ją od podszewki, bo sam doświadczył przykrych okoliczności… Bo jeśli byłeś szantażowany, jak mówisz, i byłeś po prostu przez nich wodzony za nos, mimo że nie współpracowałeś… no nie, jeśli cię szantażowali, to mieli cię w ręku…
Wojciech Giełżyński: Chciałbym powiedzieć, dlaczego mnie szantażowali. Bo to jest podstawowa sprawa w tej kwestii. Mianowicie w czasach stalinizmu, kiedy prawie wszyscy żyjący dziś liderzy pomnikowi oprócz Bartoszewskiego (i może jeszcze ze dwa nazwiska) współpracowali z komuną. W okresie 1950-53 ja byłem znany w środowisku jako ten, który się nie tylko opierał, ale który pisał w najbardziej wrednym piśmie - „Gazecie Ludowej”. W piśmie Mikołajczyka. I mam artykuły, które jako szesnastoletni chłopak drukowałem. A mój ojciec był redaktorem naczelnym tej wrednej, mikołajczykowskiej gazety. I tym było łatwo mnie szantażować.
Głos: Ale ta gazeta w 1948 została zamknięta.
Wojciech Giełżyński: Ale ja pracowałem w tej zamkniętej gazecie. A potem do 1953 roku nie pisałem nic i nigdzie. Do niczego nie należałem. Należałem do Wici, do organizacji mikołajczykowskiej. No i miałem jeszcze na koncie kilka innych rzeczy. Na przykład w 1957 roku napisałem taki reportaż w „Dookoła Świata”, mogę go Państwu tutaj pokazać, po którym „Komsomolska Prawda” wywaliła na mój temat artykuł na kolumnę druku, że oszczerca imperialistyczny itd., który naruszył Związek Radziecki.
Głos: Mnie się wydaje, że Ty powinieneś być jednym z czołowych orędowników lustracji w świecie dziennikarskim
Wojciech Giełżyński: Jestem.
Głos: …Ale 18 lat temu. Bo to by oczyściło i Twoją biografię…
Wojciech Giełżyński: Byłem i jestem zwolennikiem uczciwej lustracji przed sądem. Przed sądem, gdzie można wyłożyć swoje racje i broń okazywać całą. Nie interesują mnie wszystkie inne sprawy. Tylko przed sądem. Nie lustracyjnym. Zwykłym sądem, może być lustracyjny zresztą, gdzie można przedstawić całą sytuację i można wysłuchać wyroku sądowego.
A. Popek: Myślę, że wiele takich dramatów osobistych kryje się na różnych listach…
Wojciech Giełżyński: Skoro nie pisali nic w okresie podziemia… Teraz takich jest kilku dzielnych, mężnych dziennikarzy, którzy się chwalą, jacy oni są bardzo prawicowi i fajni. A słówka nie napisali w prasie podziemnej, kiedy ja wspierałem kilkanaście pism podziemnych i mam 32 pseudonimy ujęte w słowniku pseudonimów z okresu podziemia.
A. Popek: Bardzo dziękujemy.
Wojciech Giełżyński: Wszyscy pracownicy „Polityki”, pisma, które wychowywało inteligencję przez wiele lat, wszyscy są na tych tak zwanych „listach” Wildsteina. Co do jednego. Z Rakowskim na czele. Więc, proszę Państwa, jak można traktować poważnie tego rodzaju materiały?
Głos: Ja może spróbuję troszkę powrócić do poprzednich wątków. Nie dlatego, żebym uważał ten za zły. Ale nie chciałbym, żebyśmy za bardzo w nim ugrzęźli. A to jest dramatyczne i to jest ważne. I uważam, że oczywiście takich rzeczy powinno być więcej, bo wtedy wiemy, o co chodziło. W tej kwestii chyba wszyscy są zgodni, że te sprawy trzeba wyjaśnić. Nie metodą wyciągania nagłej sensacji, tylko po prostu metodycznego wyjaśnienia.
Marcin Wolski: Mamy pełne uznanie dla Pana Giełżyńskiego. Ja pierwszą rzecz, którą zrobiłem, to poprosiłem moich dziennikarzy, żeby z Panem porozmawiali, żeby oddać Panu trybunę. Żeby dać Panu możliwość wypowiedzi. I uważamy, że Pana przykład w tym całym nieszczęściu jest jednym z nielicznych wypadków chwalebnych. Bo pozostali koledzy, nie wiem czy wszyscy z „Polityki”, ale wściekle idą w zaparte.
Głos: No właśnie, Marcinie, użyłeś tego określenia pójścia w zaparte. Rzeczywiście każdy człowiek, który wyjeżdżał, każdy dziennikarz, musiał mieć kontakt. Nie było siły, żeby nie miał kontaktu. Jeżeli był korespondentem zagranicznym, miał więcej propozycji. Jeżeli kilkakrotnie mu się zdarzało z genialną intuicją pojechać do jakiegoś kraju na trzy dni zanim się tam zaczęła rewolucja, to nie wiem, dlaczego idzie w zaparte. Ale to jest inna historia, bo ja nie chcę tego zmienić w personalne dyskusje, które powinny być toczone właśnie z osobami, które by opowiadały jak to było. Natomiast tu padła taka teza, że lustracja dziennikarzy to owszem, ale to już przecież emeryci i to właściwie nie ma znaczenia. To nie jest tak. To są emeryci, którzy bardzo często wyuczyli całe pokolenie dziennikarzy. Ja się do jednego, przypadkowo zdemaskowanego przykładu odwołam. Czyli do Lesława Maleszki. Sprawa ewidentna. Wyjątkowo podły, wyjątkowo szkodliwy agent, który działał. Który się wyżywał niemalże i pełno publikował. Gruby tom tych jego prac pod czterema pseudonimami. Widać, że on był bardziej zaangażowany w walce z opozycją od swoich oficerów prowadzących. Właśnie w czasie, kiedy Cię, Jurku, Michnik wywalał z „Gazety Wyborczej”, czy wypychał z „Gazety Wyborczej”. Ciebie i Stefana Bratkowskiego i innych. Właśnie wtedy ściągał z Krakowa Lesława Maleszkę. Są takie wspomnienia o Maleszce. Na przykład przez Głębockiego cytowane. Młodych dziennikarzy. Tam Kasia Kolenda-Zaleska mówi, że to był największy autorytet. To był człowiek, którego tekst czytał redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” i mówił: – Ciekawe, ale zanieś to Leszkowi, bo musimy zobaczyć, co on o tym powie. Związek między tymi ludźmi jest dla mnie dziwny. I ta łaskawość, z jaką Maleszkę potraktowano, kiedy się to wszystko wyjaśniło. Ale to jest drugi wątek. Ja dziękuję Ani za zacytowanie tego fragmenciku z mojej wyliczanki o stanie wojennym. Bo tu się zgadzam z Marcinem Wolskim, że opinia o stanie wojennym jest odbiciem tego, co pisały media… My się przyzwyczailiśmy do tego, że media manipulują w ten sposób, że kłamią. W Ameryce media nie kłamią. Bo to się nie da zrobić. Bo natychmiast konkurenci wyłapią proste kłamstwo. Ale manipulacja jest inteligentniejsza. Weźmy pod uwagę kolejne rocznice stanu wojennego. Każda rocznica stanu wojennego to jest święto milicji. To jest reportaż o żołnierzach zawodowych, którzy cierpieli na ulicy i marzli, i mieli wypadek, bo im helikopter spadł i zginęli. To jest reportaż o ubeku, który wierzył w socjalizm, a teraz jest biedny i zagubiony, bo nie przeszedł weryfikacji i nie ma z czego żyć. Ani jednego słowa o tych, którzy byli spałowani…
Głos: To są rozmowy na dwie kolumny. W jedną rocznicę z generałem Jaruzelskim, w drugą rocznicę z Jerzym Urbanem w najbardziej opiniotwórczym dzienniku. Jedno zdanie wyjaśnienia. Adaś mnie wypychał rzeczywiście tak różnymi, można powiedzieć, nawet nie szykanami, tylko jakimiś sugestiami. Ale ja odszedłem sam z „Gazety” i to niedawno. W maju 2005. Więc stosunkowo niedawno.
Głos: Ja nie chciałbym być utożsamiany z tezą, którą Pan tutaj postawił, że w tej chwili nie ma sensu, bo emeryci… Ja chciałem wskazać na pewien paradoks. Chodzi mi o to, że młode pokolenie już nie jest tak zainfekowane wpływami tych osób, a to ono będzie oczyszczać środowisko.
A. Popek: A propos tego, jak bardzo ludzie mieli namieszane w głowie: mam taką książeczkę „13 grudnia – zima wasza”. Powstała ona w Kołobrzegu i w niej jedna polonistka z wykształcenia mówi tak: – Słusznie zabili Przemyka, bo go ta matka źle wychowała. Więc tego rodzaju pointy też się zdarzają…
Głos: Ja bym proponował teraz porozmawiać o tym, czy w tej chwili mediami można manipulować. Czy istnieją grupy, politycy, którzy w tej chwili manipulują mediami?
A. Popek: Rozumiem, że Państwo mają głos w dyskusji, tak? Przekazuję mikrofon. wstecz
|
|
|
|